Oficjalny Serwis Miejscowości Rogoźnik
Szukaj:
Witamy Cię Gościu na Oficjalny Serwis Miejscowości Rogoźnik. Zarejestruj się lub zaloguj, aby otrzymać pełen dostęp do strony.
...Nawigacja...
Historia wsi Rogoźnik
Władze Sołectwa - kontakt
Ogłoszenia Sołtysa
Galeria Zdjęć
Galeria filmów
Atrakcje Rogoźnika
Okolice Rogoźnika
Legenda o Rogoźniku
PKP Rogoźnik Podhalański
Dokumenty
Biblioteka
Szkoła Podstawowa w Rogoźniku
Parafia Rogoźnik
OSP Rogoźnik
"Skałka Rogoźnicka"
Księga gości
Strony warte odwiedzenia
Fotograficzne archiwum miejscowości Rogoźnik
...Kontakt...
kantakt
...Klub Św.Andrzeja Boboli w Chicago...

Aktualności
...Stowarzyszenie Rozwoju Wsi Rogoźnik...

  • Informacje
  • Zarząd
  • DOŁĄCZ DO NAS !
    Dane KRS STOWARZYSZENIE ROZWOJU WSI ROGOŹNIK
  • 1./ Zrealizowany projekt pn. " Zorganizowanie warsztatów, szkoleń i opracowanie materiałów dla produktów spożywczych w wersji light.
    ...Urzad Gminy Nowy Targ...
    ...Szkoła Podstawowa im. ks.Prof.Józefa Tischnera w Rogoźniku...
    ...GOPS ...
    ...BUDOWA KAPLICY MODLITEWNEJ ...
    Biela
    Zdjęcia z budowy kaplicy
    ...Pomnik Niepodległości...
    ...Cmentarz w Rogoźniku...

    Administrator
    Opłaty cmentarne
    ...To już zrobiliśmy .......

    To już zrobiliśmy ....
    ...Wywóz śmieci 2020 r....
    Harmonogram wywozu odpadów komunalnych z Rogoźnika w 2020 r.

    Jak segregować śmieci w 2020 roku.
    ...stat4u...
    stat4u
    ...Sw.Andrzej Bobola...
    ŚWIĘTY ANDRZEJ BOBOLA






    Tu podaj tekst alternatywny


    Gdy 31 lipca 1611 r. dwudziestoletni Andrzej Bobola, jako uczeń jezuickiej szkoły w Braniewie zgłosił się do litewskiej prowincji Towarzystwa Jezusowego z pewnością nie myślał o końcu, jaki zgotuje mu przyszłość. Chciał być wierny Bożemu powołaniu, dlatego usłyszawszy głos Chrystusa: "Pójdź za mną!", nie zwlekał, lecz poprosił o przyjęcie do zakonu w tym samym dniu, w którym ukończył szkołę średnią. Imponował mu rozmach pracy apostolskiej i poziom intelektualny, jaki reprezentowali jezuici dlatego postanowił zrealizować swoje powołanie kapłańskie we wspólnocie, którą poznał w czasie studiów. Ówczesny prowincjał litewski, Paweł Beksa, polecił przyjąć zgłaszającego się kandydata. Andrzej jako uczeń musiał mieć w swoim środowisku opinię nie budzącą zastrzeżeń. Wszystko, cała przygoda, która miała doprowadzić go do janowskiej tragedii, a raczej janowskiego zwycięstwa, zaczęło się bardzo po prostu. Wstępując w progi nowicjackiego domu, który z powodu pożaru kolegium św. Ignacego mieścił się w zabudowaniach Akademii Wileńskiej, wpisał własnoręcznie do specjalnego zeszytu oświadczenie: Ja, Andrzej Bobola, Małopolanin, zostałem przypuszczony do odbycia pierwszej próby, dnia ostatniego lipca 1611 r., zdecydowany za pomocą Boga wypełnić wszystko, co mi przedłożono. 10 sierpnia otrzymał suknię zakonną i rozpoczął właściwy nowicjat. Pewną monotonię zajęć nowicjackich przerywał czas prób. Andrzej odbył ich trzy: miesięczną posługę chorym w szpitalu, katechizowanie na placu miejskim przygodnie zebranych słuchaczy oraz pielgrzymowanie o żebraczym chlebie w okolicach Wilna. Szczególnie przykra wydaje się ta ostatnia. Były to bowiem czasy zacietrzewienia religijnego, kiedy strony, zarówno katolicy, jak i ewangelicy czy prawosławni, nie przebierali w środkach w walce z oponentami, a niechęć, niejednokrotnie nawet wrogość innowierców do Towarzystwa Jezusowego łączyła się z czynnymi zniewagami. Uwieńczeniem nowicjatu są śluby zakonne: wieczystego ubóstwa, czystości i posłuszeństwa. Złożył je Andrzej 31 lipca 1613 r., podczas Mszy św. celebrowanej przez swojego rektora i jednocześnie mistrza nowicjatu, Wawrzyńca Bartiliusa. Jeszcze tego samego dnia przeniósł się Bobola do kolegium akademickiego, by odbyć studia filozoficzne. W 1616 r. zdał komisyjny egzamin z całości filozofii. Zwyczajem Towarzystwa wysyłano wówczas nowych magistrów na praktykę wychowawczą lub dydaktyczną do któregoś z kolegiów. Andrzeja skierowano do kolebki polskich jezuitów - Braniewa. Zapewne zadowolony był z tej placówki, ponieważ w zawsze przepełnionym Hozjanum panował dobry duch. O duchowej prężności tego ośrodka w czasie, gdy tam pracował, świadczy fakt, że w roku, w którym odchodził z Braniewa, trzynastu uczniów tej szkoły poprosiło o przyjęcie do Towarzystwa, a pięciu poszło do innych zakonów. Drugim miejscem, gdzie Andrzej sprawdzał swoje siły jako pedagog, był Pułtusk. Uczelnia licząca wtedy ponad 800 studentów była ulubioną szkołą synów magnackich i wydała wielu obywateli zasłużonych dla ojczyzny. Po dwuletniej praktyce pedagogicznej rozpoczął studia teologiczne na Akademii Wileńskiej. Funkcję rektora kolegium pełnił wówczas Żmudzin, Jan Gruzewski, który podobnie jak uprzednio ks. Bartilius, mistrz nowicjatu, obok zwyczajnych zajęć związanych z pełnionym urzędem, z umiłowaniem odwiedzał więźniów, chorych w szpitalach oraz katechizował dzieci. Przykłady te nie pozostały bez wpływu na Andrzeja. Święcenia kapłańskie, cel i przedmiot marzeń każdego kleryka, otrzymał w dniu kanonizacji pierwszych jezuitów: Ignacego Loyoli i Franciszka Ksawerego, 12 marca 1622 r. Udzielił mu ich bp Eustachy Wołłowicz. Rok przed święceniami rodzina Andrzeja zdołała uzyskać zgodę generała zakonu, Mutiusa Vitelleschi, aby Bobola, jako Małopolanin, mógł przejść z prowincji litewskiej do polskiej. Andrzej jednak wolał pozostać w prowincji, do której wstąpił. Sądził widocznie, że tutaj będzie mógł owocniej pracować dla chwały Bożej.
    W roku 1622, bezpośrednio po ukończeniu studiów teologicznych, został skierowany na rok trzeciej probacji do Nieświeża, gdzie pogłębiał zarówno swoją znajomość konstytucji Towarzystwa, jak i osobisty kontakt z Bogiem przez Ćwiczenia duchowne św. Ignacego. Tam, po probacji, spędził także pierwszy rok swojej pracy apostolskiej. Został rektorem kościoła. Okazał się doskonałym administratorem oraz jeszcze lepszym duszpasterzem: świetnym spowiednikiem i kaznodzieją. Oprócz zajęć na miejscu podejmował w okolicy prace misjonarza ludowego: w pobliskich wioskach udzielał chrztu św., sakramentalnym związkiem połączył 49 par żyjących przedtem bez ślubu, wielu nakłonił do spowiedzi i poprawy życia. W Nieświeżu pełnił także obowiązki prefekta bursy dla ubogiej młodzieży.
    Wcześnie musiał zyskać sławę jako głosiciel słowa Bożego, skoro starał się o niego, właśnie jako o wybitnego kaznodzieję, dom profesów w Warszawie. Prowincjał posłał jednak Bobolę do Wilna, do pracy w kościele św. Kazimierza. Tutaj powierzono Andrzejowi Sodalicję Mariańską mieszczan, ambonę, konfesjonał, administrację kościoła oraz popularne wykłady z zakresu Pisma św. i dogmatyki. Gdy w czerwcu 1625 r. nawiedziła Wilno jakaś epidemia, nie zważając na niebezpieczeństwo zarażenia się, pospieszył wraz z innymi na posługę chorym. Następstwem samarytańskiej pomocy była wtedy śmierć 6 jezuitów; zebrano jednak niemały plon duchowy: wysłuchano 8000 spowiedzi, przykładem heroicznego poświęcenia nawrócono 26 innowierców...
    W roku 1627 wypłynęła sprawa publicznych ślubów Andrzeja. Rozpisane w tym celu informacje zgodnie podkreślały bystry umysł kandydata, dobre wykształcenie, trzeźwość osądu, zdolności kaznodziejskie oraz wielki i dobroczynny wpływ, jaki wywierał na ludzi. Zarzucano mu jednak upieranie się przy własnym zdaniu oraz wybuchowość. Ostatecznie został dopuszczony do profesji czterech ślubów, które złożył w niedzielę, 1 czerwca 1630 r., w kościele św. Kazimierza w Wilnie.
    Po profesji odczuł na sobie jedną z cech jezuickiego charyzmatu: przenoszenie się z miejsca na miejsce. Najpierw został posłany do Bobrujska, niewielkiego miasteczka zabudowanego drewnianymi domkami, zamieszkałego przede wszystkim przez prawosławnych. Nikły odsetek katolików rozproszonych w innowierczej społeczności pozbawiony był całkowicie opieki duszpasterskiej. Ignorancji religijnej towarzyszył zanik życia sakramentalnego oraz obniżenie poziomu moralności. Wielu ulegało wpływowi otoczenia i przystało do schizmy. W 1630 r. jezuici otworzyli tutaj placówkę, a pierwszym jej przełożonym mianowano Bobolę. Spędził na niej trzy lata. Dzieło, którego dokonał, było robotą pionierską zarówno w wymiarze materialnym, jak i duchowym. Obok troski o niezbędne w każdej działalności zaplecze ekonomiczne, głosił kazania i słuchał spowiedzi. Do współpracy dodano mu czterech kapłanów i brata zakonnego. Księża poświęcali swoje siły i czas przede wszystkim działalności misjonarskiej w okolicznych wioskach, brat Krzysztof Genell natomiast, jako rzeźbiarz, zajęty był przy budowie kościoła. Pisząc w tym okresie opinię do Rzymu, prowincjał Mikołaj Łęczycki podkreślił u Boboli zdrowy rozsądek, dobre wykształcenie, łatwość obcowania z ludźmi oraz wywieranie dodatniego wpływu na otoczenie.
    W roku 1633 posłano Andrzeja do Płocka, gdzie kierował Sodalicją Mariańską uczniów jezuickiej szkoły. Dokładniejszych danych z tego okresu brakuje. Z Płocka przeniesiono Bobolę do Warszawy. Starał się o niego tutejszy przełożony. W stolicy polem działalności Andrzeja miała być przede wszystkim ambona. Niedługo jednak tutaj zabawił; po roku powrócił do Płocka przyjmując tym razem obowiązki prefekta studiów w kolegium oraz głoszenie słowa Bożego. Szkoła, którą kierował, była niewielka - liczyła zaledwie czterech nauczycieli. Zanotowano jednak w czasie jego pobytu w Płocku ożywienie kultu św. Stanisława Kostki, do czego przyczynił się prawdopodobnie Andrzej swoimi kazaniami.
    Od wyjazdu z Płocka do 1642 r. pracował w Łomży, gdzie - jak poprzednio w Płocku - powierzono mu, obok ambony, także troskę o szkołę. Z korespondencji wiadomo, że cieszył się zaufaniem ludzi i że był człowiekiem o wielkim sercu, umiejącym współczuć z innymi w cierpieniu.
    W lipcu 1642 r. wrócił do Wilna, aby, jak podczas pierwszego pobytu, kierować Sodalicją mieszczan i prowadzić w kościele komentarz Pisma św. Z końcem 1642 r. lub na początku 1643 r. przeniesiono Andrzeja do Pińska. Kronika domu odnotowuje w tym okresie wzmożone zaangażowanie miejscowych jezuitów w pracę nad prawosławnymi. Wielu z nich przychodziło do kościoła jezuickiego, aby posłuchać kazań lub nauki katechizmu. To oddziaływanie prowadziło do licznych nawróceń. Nie bez znaczenia była też troska o rozwój kultu maryjnego, którego krzewicielami stały się Sodalicje.
    W 1646 r. Andrzej znalazł się znowu w Wilnie. Tym razem przyczyną przeniesienia było jego zdrowie, które dotychczas wydawało się nie do zdarcia. Wilno miało klimat bez porównania lepszy aniżeli Polesie. W kościele św. Kazimierza, wrócił do poprzednio pełnionych obowiązków i pracował tu przez sześć lat.
    W miesiącach letnich 1652 r., w lepszym stanie zdrowia, powrócił do Pińska, gdzie praktycznie przebywał, z niewielką przerwą, do końca życia. Przez ten ostatni okres swojej ziemskiej działalności pracował przede wszystkim jako misjonarz na Polesiu. Zadanie, jakie postawiła przed nim wola Boża wypowiedziana ustami przełożonych, bynajmniej nie było łatwe. Apostołowanie utrudniały zarówno okoliczności zewnętrzne, jak i atmosfera duchowa. Brak dróg i stąd trudny dostęp do ludzi izolowanych od świata, żyjących na piaszczystych ziemiach, wśród grząskich bagien, sprawił, ii stan religijno-moralny Poleszuków był opłakany. Hołdowali oni przeróżnym zabobonom. W niedzielę jeździli wprawdzie tłumnie do miasta, ale w kościele lub cerkwi zjawiali się tylko na błogosławieństwo przed końcem Mszy św., a resztę czasu spędzali w karczmie.
    Początkowo po wioskach i siołach Pińszczyzny przyjmowano misjonarzy jezuickich bardzo niechętnie. Później jednak, gdy pękły lody nieufności, chłopi gromadzili się licznie na naukach głoszonych w wiejskich chatach. Praca duszpasterska była niejednokrotnie dla Boboli okazją aby stanąć w szranki z duchownymi prawosławnymi. Oczytanie w pismach Ojców Kościoła greckiego, do czego dopomogła mu wyniesiona z jezuickiej szkoły średniej dobra znajomość tego języka, sprawiło, że z każdej dysputy wychodził zwycięsko. Do największych jego osiągnięć należy przejście na katolicyzm dwu całych wsi: Bałandycze i Udrożyn.
    Proporcjonalnie do osiągnięć apostolskich rosła w obozie przeciwnym niechęć do Andrzeja. Gdy pomimo osłabionego zdrowia chodził ciągle od wioski do wioski, obrzucano go nie tylko obelgami, ale także błotem i kamieniami. Uwieńczeniem tej wrogości była sprawa janowska.

    OKOLICZNOŚCI MĘCZEŃSTWA

    Wskutek różnorodności kultur i uwarunkowań politycznych niejednokrotnie dochodziło do zrywania przez Kościoły wschodnie więzi z katolickim Rzymem. W r. 867 odłączył się od Kościoła powszechnego patriarcha konstantynopolitański - Focjusz. Rozdwojenie to jednak nie trwało długo. Zasadniczy podział Kościoła nastąpił dopiero w r. 1054. Patriarcha Konstantynopola, Michał Cerulariusz, ogłosił się wtedy równym papieżowi.
    Ponieważ Ruś przyjęła chrześcijaństwo z Konstantynopola, otrzymała je w obrządku bizantyjskim i w hierarchicznej zależności od patriarchatu konstantynopolitańskiego. Po oderwaniu się Cerulariusza od papiestwa, także biskupi ruscy zerwali łączność ze Stolicą Piotrową. W XIV stuleciu, gdy po akcie krewskim na wpływy polskie otwarły się nic tylko tzw. ziemie czerwonoruskie lecz także Białoruś i Ukraina, na nowo odżyła dążność do unii z Kościołem zachodnim. Nie zdołała jednak ugruntować się w państwie polsko-litewskim unia Florencka (1439). Dopiero po Soborze Trydenckim, gdy ogarnął Kościół nowy powiew Ducha Świętego, pracę nad zjednoczeniem chrześcijaństwa w Rzeczypospolitej Obojga Narodów podjęli biskupi ruscy, a wraz z nimi jezuici (na pierwszym miejscu wielki rzecznik tej sprawy, Piotr Skarga).
    W 1596 r. podpisano w Brześciu n. Bugiem unię Kościoła wschodniego z zachodnim na ziemiach polskich. Jednocześnie z synodem, którego wynikiem było uroczyste odczytanie aktu unii w kościele św. Mikołaja, w dniu 20 października, obradował w Brześciu antysynod. Zaprzysiężono na nim walkę z unią. Próba czasu wykazała, że i pod ten zasiew, jakim była unia brzeska, nie wszędzie gleba została przygotowana należycie. Jezuici urabiali umysły do zjednoczenia Kościoła poprzez swoje szkoły i stacje misyjne. Było to za mało, aby wpłynąć na masy. Lud przywiązał się do starej obrzędowości, a różnice dogmatyczne nie interesowały prostego wieśniaka. Wskrzeszenie więc sympatii dla prawosławia w niektórych rejonach nie przychodziło trudno. Do destruktywnych działań przyłożył rękę również Kościół łaciński. Słabości zarówno Kościoła, jak i Cerkwi (brak w niej centralizacji władzy sprzyjał nadużyciom) wykorzystywali ludzie szukający we wszystkim pożytków doczesnych. Podsycali oni pomiędzy katolikami a prawosławnymi wzajemną nienawiść, różnice religijne uczynili narzędziem w rozgrywkach politycznych. Ich sprzymierzeńcem stali się kozacy. Życie na wschodnich rubieżach przerodziło się w piekło. Ten tragiczny klimat odtworzył Henryk Sienkiewicz w Ogniem i mieczem. Wśród licznych ofiar swoją przynależność do Kościoła przypłacił głową także unicki arcybiskup połocki, św. Jozafat Kuncewicz, zamordowany w Witebsku w 1623 r. Wycinano w pień nie tylko hierarchów, lecz także całą katolicką ludność. Największe triumfy święciło zło za czasów Bohdana Chmielnickiego. Mordowano katolików bez względu na wiek, płeć czy pochodzenie społeczne. Zagrożona ludność chroniła się w lasach. Przypuszczalnie chcieli tam znaleźć azyl także pracujący w terenie jezuici Szymon Maffon i Andrzej Bobola. Pierwszego z nich pochwycili kozacy 15 maja 1657 w Horodcu. Odartego z odzienia przybito gwoźdźmi do jakiejś ławy czy stołu, okręcono powrozami głowę i tak zaciskano sznury, że gałki oczne wychodziły z orbit. Zdarto mu następnie skórę z piersi i pleców, a otwarte rany polewano ukropem. Wreszcie udręczonego dobito cięciem szabli. Na drugi dzień kozacy podążyli do Janowa. Tutaj pozabijali co do jednego nie tylko katolików, ale i żydów. Dowiedziawszy się, że uszedł stąd niedawno Andrzej Bobola, urządzili za nim pościg. W godzinach przedpołudniowych dopadli go w miejscowości Predyła. Była to środa, 16 maja. Rozpoczęła się swoista katecheza, mająca nakłonić Andrzeja do schizmy. Kozacy byli pomysłowi w zadawaniu tortur i nie trzymali się jednego schematu. Najpierw więc obnażono schwytanego Lacha i skatowano nahajkami potem dostał jeszcze w twarz kilka kułaków tak silnych, że posypały się zęby. Po tej lekcji poglądowej, gdy Andrzej nadal nie wyrażał chęci przejścia na prawosławie, skrępowano mu ręce powrozem i przytroczono do pary koni, które ruszyły w kierunku Janowa. W czasie czterokilometrowego biegu pomiędzy końmi dostał jeszcze mnóstwo razów batogami, cięcie szablą po lewym ramieniu oraz kilka ukłuć lancą, po których pozostały głębokie rany. W Janowie zbiegł się tłum ciekawych niecodziennego widowiska. Aby uchronić się od nadmiaru świadków, wprowadzono Andrzeja do szopy służącej za rzeźnię. Z gałązek dębowych upleciono wieniec i wciśnięto mu na głowę, następnie rzucono go na stół i zachęcając do wyparcia się katolicyzmu, ogniem przypalano jego ciało, wbijano drzazgi za paznokcie, zdzierano skórę z rąk, piersi, pleców i głowy, odcięto palec wskazujący od lewej dłoni i końce dwu innych palców, wydłubano prawe oko, świeże rany posypano plewami, odcięto nos i wargi, wyrwano język, wreszcie powieszono u powały za nogi. Po dwu godzinach żyjącego jeszcze zdjęto ze sznura. Dwukrotne cięcie szablą w szyję zakończyło ziemską wędrówkę Boboli. W ten sposób Andrzej stał się czterdziestą czwartą żertwą Towarzystwa złożoną na ołtarzu Unii. W okolice Janowa niespodziewanie nadciągnął oddział wojska polskiego. Kozacy uciekli w popłochu zostawiając zmasakrowane zwłoki. Jezuici pińscy powiadomieni o okrutnej śmierci Andrzeja przybyli po ciało. Przewieźli je wozem do klasztoru i złożyli w drewnianej trumnie, zabijając natychmiast jej wieko, aby uczniom kolegium oszczędzić straszliwego widoku. Trumnę umieszczono w podziemiach kościoła, a na liście zmarłych odnotowano: Ojciec Andrzej Bobola roku 1657, maja 16, w Janowie okrutnie zamordowany przez bezbożnych kozaków w różnoraki sposób umęczony, następnie obdarty ze skóry, położony jest pod wielkim ołtarzem.

    SYLWETKA DUCHOWA

    Dobrowolne oddanie własnego życia za drugiego wymaga heroizmu. Do tej dyspozycyjności względem Boga i Jego wyroków doprowadziły Bobolę Ćwiczenia duchowne - wielkie rekolekcje św. Ignacego, które przeżywał, jak każdy z jezuickich kapłanów, dwukrotnie: raz w nowicjacie, drugi raz już w wieku męskim, po ukończeniu studiów filozoficzno-teologicznych. Wówczas w swoistym klimacie, który trzeba przeżyć samemu, aby to zrozumieć, dojrzały życiowe decyzje Andrzeja pozwalające mu rzucić wszystko na jedną szalę. Nie było to łatwe. Każdy człowiek wnosi ze sobą do klasztoru szereg przywiązań, balast grzechu pierworodnego, obciążeń, które powszechnie określa się mianem pożądliwości oczu, pożądliwości ciała i pychy albo pożądliwości sławy. Odtrutką na tę ludzką słabość mają być śluby zakonne, ale one nie skutkują automatycznie. Bardzo fragmentaryczne są przekazy, które rzucają światło na duchową sylwetkę Andrzeja. Wytykano mu sporo wad. Temperament choleryczny z domieszką sangwinicznego niósł ze sobą między innymi impulsywność i obstawanie przy własnym zdaniu. Doręczona mu długa lista ułomności związanych ze słabością charakteru oraz obiektywnych niedociągnięć w ideale doskonałości zakonnej, nie zniechęciła go. Szedł konsekwentnie ku raz wytkniętemu celowi, którym z chwilą wstąpienia do Towarzystwa, stała się służba Chrystusowi w Kościele pod sztandarem Krzyża i przewodnictwem Ojca św. Temu zasadniczemu charyzmatowi jezuity zawsze był wierny. Jego dynamizm apostolski i zapał kaznodziejski, co uwypuklają zachowane świadectwa, zrodziły się z woli służenia Stwórcy i bliźniemu, szukania we wszystkim większej chwały Bożej przez pracę nad zbawieniem dusz ludzkich odkupionych Krwią Chrystusa. Jeżeli zyskał sobie przydomek "duszochwata", jest to echem, rozmyślania o dwu sztandarach z książeczki Ćwiczeń duchownych.
    Osiągnięcia apostolskie nie przychodzą same. Nie są one również efektem jedynie potoku pięknych słów. U podłoża działania nadprzyrodzonego leży kapitał modlitwy. Obracając tą monetą można dorabiać się tego, co w nazewnictwie zakonnym określa się słowami "owoc duchowy". Ignacy nauczył swoich towarzyszy i ich następców sztuki "kontemplatywności w działaniu". Zjednoczenie z Bogiem w szarzyźnie życia i przy pełnej intensywności pracy posiadł Bobola w wysokim stopniu skoro, głoszonej przezeń Prawdzie towarzyszyła u słuchaczy wielka odmiana sposobu myślenia i wartościowania.
    Każdy człowiek pragnie sukcesów, uznania, sławy... W chwilach gdy natrafia na obelgi i nienawiść zamiast oczekiwanej wdzięczności, załamuje się. Jeżeli Andrzej pomimo niejednokrotnie czynnych zniewag, uzbrojony wyłącznie w miłość, dalej zdążał do polskich miasteczek, wiosek i przysiółków, zamieszkałych przeważnie przez prawosławną ludność, widać, że posiadał ducha trzeciego stopnia pokory z ignacjańskich rekolekcji. Jego współpraca z łaską była tak dynamiczna, że Opatrzność wyniosła go na ołtarze. W okresie prześladowań kozackich oddało życie za wiarę ponad sześćdziesięciu jezuitów. W przededniu śmierci Boboli w podobnie okrutny sposób został zamordowany Szymon Maffon. Poprzednio razem pracowali na Bożym zagonie i byli wiernymi towarzyszami duszpasterskich wypraw. Ówczesny generał jezuitów, Goswin Nikel, stawiał męczeństwo obydwu na tej samej płaszczyźnie. A jednak tylko jednego z nich wybrał Bóg na szczególny wzór i orędownika.

    DZIEJE KULTU

    Ciągłe wojny, które prowadziła Polska w XVII stuleciu, pustoszyły kraj i paraliżowały życie społeczno-organizacyjne. Sytuacja ta nie sprzyjała rozwojowi kultu męczennika, który w zabiegach o jedność Kościoła postradał życie. Pamięć o Boboli wygasła wraz ze śmiercią tych, którzy znali go osobiście. Ziarno rzucone w glebę, chociaż pozornie obumiera, w stosownej chwili kiełkuje i rozwija się we wspaniały kłos. Podobnie, w najbardziej nieoczekiwanym momencie, wyrósł kult Boboli. Minęło 45 lat od śmierci Andrzeja. Polska znowu przeżywała gehennę, tym razem wielkiej wojny północnej. Niebezpieczeństwo zagrażało także Pińskowi. Gdy w niedzielę, 16 kwietnia 1702 r., zatroskany rektor tamtejszego kolegium, Marcin Godebski, prosił niebo o ratunek, przyśnił mu się nieznany jezuita i zapewnił, iż on, Andrzej Bobola, będzie miał klasztor w opiece pod warunkiem, że jego ciało zostanie otoczone odpowiednią czcią. Odnalezienie zwłok Boboli nie było łatwe. W podziemiach kościoła spoczywało wielu jezuitów, a wszelkie zapiski poginęły w burzliwych dziejach kolegium. Na miejscu nie dało się ustalić nawet daty śmierci, co ułatwiłoby poszukiwania. W nocy z 18 na 19 kwietnia (tym razem świeckiemu zakrystianowi) ukazał się Bobola po raz wtóry i dokładnie określił miejsce, w którym został pochowany. Po trzech godzinach pracy wykopano z ziemi trumny z łacińskim napisem: "Ojciec Andrzej Bobola Towarzystwa Jezusowego przez kozaków zabity". Wielkie było zdziwienie, gdy po zdjęciu wieka ujrzano zwłoki, które zachowały świeży wygląd, ze wszystkimi śladami tortur. Po przebraniu relikwii w nowe szaty przełożono je do drugiej, przygotowanej uprzednio trumny. Wiadomość o odnalezieniu ciała, które w wilgotnej piwnicy, wśród rozkładających się trupów, zachowało świeżość, obiegła Polesie lotem błyskawicy. Mieszkańcy Pińska, Janowa i okolic zaczęli przypominać sobie fakty opowiadane kiedyś przez starców. Odżyło nagle ustne podanie o heroizmie Andrzeja. Okoliczna ludność tłumnie przychodziła teraz do okienka krypty, w której spoczywa~ Bobola, by oddać hołd Męczennikowi.
    Andrzej Bobola roztoczył opiekę nie tylko nad jezuickim kolegium. Gdy w latach 1709-1710 straszna zaraza pochłonęła tysiące ofiar (w r. 1710 prowincja litewska pochowała 118 jezuitów, wśród których 94 przypłaciło życiem samarytańską posługę), jedynie Pińszczyzna została ochroniona przed epidemią. Mnożyły się także łaski wypraszane za jego pośrednictwem.
    Generał Towarzystwa Jezusowego, Michał Tamburini, powiadomiony o czci, jaką otaczają Bobolę wierni i o tym, że rozprzestrzenia się ona coraz bardziej, polecił pracującemu w Rzymie polskiemu jezuicie, Janowi Dawidowiczowi; zająć się sprawą beatyfikacji. Widocznie rychło sława męczennika przeniosła się poza granice Polski skoro pierwsza biografia Boboli została wydrukowana nie w żadnej oficynie krajowej, lecz w Würzburgu.
    Pomimo rozwijającego się kultu, wyniesienie na ołtarze szło opornie. Zabiegi polskich biskupów oraz starania jezuitów sprawiły jedynie, że Benedykt XIV 9 lutego 1755 r. wpisał Bobolę na listę męczenników za wiarę.
    W 1764 r., na sejmie konwokacyjnym w Warszawie, wypłynęła sprawa na nowo. W konstytucjach, które zaprzysiągł król Stanisław August Poniatowski w dniu swojej koronacji, zamieszczono również takie zobowiązanie: Starać się będziemy wnieść instancję do Stolicy Apostolskiej o beatyfikację Andrzeja Boboli SJ. Nastąpiła jednak kasata zakonu i rozbiory Polski, a beatyfikacja stanęła praktycznie w martwym punkcie. Opatrzność odłożyła tę uroczystą chwilę na czas bardziej stosowny, gdy zniewolonemu i poddanemu silnej rusyfikacji narodowi polskiemu, a szczególnie prześladowanym za wiarę unitom podlaskim potrzebny był wzór mocarza ducha, który nie uląkł się przemocy. Nabożeństwo do bł. Andrzeja Boboli krzepiło także jezuickich misjonarzy, gdy po kryjomu, przebierając się za domokrążnych kupców lub wędrownych rzemieślników, pracowali wśród unitów podlaskich ryzykując zsyłkę na Sybir lub tortury w rosyjskich kazamatach. Pomimo, iż rząd carski robił wszystko, aby przeszkodzić sprawie, Andrzej Bobola został w dniu 30 października 1853 r. przez Piusa IX ogłoszony błogosławionym. Uroczystość urządzono z wielką okazałością. Wnętrze całej bazyliki św. Piotra wybito czerwonym adamaszkiem i oświetlono mnóstwem świateł. W miejscu, gdzie według zwyczaju wieszało się herby: papieski oraz panującego w państwie, z którego pochodził błogosławiony, polecił Ojciec św. powiesić dwa herby papieskie, aby w ten sposób symbolicznie zaznaczyć, że uciemiężonemu narodowi on zastępuje króla. W brewe beatyfikacyjnym napisał: Pragnę, aby w tak ciężkich czasach i wobec wielkiej liczby nieprzyjaciół wierni Chrystusa uzyskali nowy wzór, który wzmógłby ich odwagę w walce, pozwalamy sługę bożego Andrzeja Bobolę, kapłana profesa Towarzystwa Jezusowego, który za wiarę katolicką i dusz zbawienie poniósł męczeństwo, nazywać odtąd imieniem błogosławionego.
    Na swój sposób upamiętnił tę beatyfikację rozgniewany car, skazując na śmierć sześciu Polaków wcielonych do rosyjskiej armii. Pomimo represji szerzył się jednak kult błogosławionego także w imperium rosyjskim. W 1908 r. udało się nawet, dzięki przekupności urzędników państwowych, wydrukować w Petersburgu życiorys Andrzeja Boboli napisany przez ks. Jana Urbana SJ.
    Po odzyskaniu niepodległości episkopat polski rozpoczął starania o kanonizację błogosławionego Andrzeja. Zabiegi zostały uwieńczone przez Piusa XI pomyślnym skutkiem w święto Zmartwychwstania.
    Ostatnim aktem Stolicy Apostolskiej dotyczącym Andrzeja Boboli jest encyklika Piusa XII z okazji 300-lecia śmierci Świętego, skierowana do biskupów całego Kościoła. Pragniemy gorąco - powiada autor encykliki - aby przede wszystkim synowie ukochanej przez nas polskiej ziemi, dla których niezwyciężony bohater Chrystusowy, Andrzej Bobola, jest chlubą i wspaniałym wzorem chrześcijańskiego męstwa... rozważyli jego męczeństwo i jego śmierć... Wśród innych chlubnych przymiotów nade wszystko błyszczy w Andrzeju Boboli cnota wiary, której moc... dodała mu odwagi do mężnego podjęcia męczeństwa.

    DZIEJE RELIKWII

    Po kasacie zakonu opiekę nad ciałem Męczennika przejęli kapłani uniccy. Relikwie Świętego otoczono wielką czcią. Nadszedł jednak drugi rozbiór Polski i Pińsk znalazł się w obszarze imperium rosyjskiego. Pojezuicka świątynia przeszła w ręce schizmatyckich bazylianów. Nowi gospodarze uszanowali ciało i pozostawili je na miejscu, tym bardziej że do trumny garnęła się takie ludność prawosławna. Nie podobało się to miejscowemu archimandrycie. Gdy zachowani na Białej Rusi jezuici dowiedzieli się o zamiarze ponownego zakopania relikwii w ziemi, wszczęli starania u Aleksandra I o wydanie ciała. Car okazał się łaskawy i w styczniu 1808 r., pomimo ciężkiej zimy i wielkich śnieżyc, przewieziono relikwie do Połocka, gdzie złożono je w przygotowanej w tym celu krypcie.
    13 marca 1820 r. został podpisany przez cara dekret wydalający jezuitów z Rosji. (Było to już po przywróceniu zakonu w innych. krajach). Wszystkie zabudowania pojezuickie w Połocku oddano pijarom. Po dziesięciu latach usunięto pijarów, jak poprzednio jezuitów, a kościół przejęli prawosławni. Ciało Andrzeja przewieziono więc do kościoła Dominikanów i złożono w oddzielnej kaplicy. W 1864 r. wydalono z Połocka także dominikanów, a ich świątynię objęli w posiadanie księża diecezjalni.
    W 1866 r. do Połocka przyjechała z Petersburga komisja rządowa. Rozeszły się bowiem wieści, że Błogosławionemu oddają cześć na równi z katolikami także prawosławni. W czasie inspekcji oderwała się od sklepienia cegła i spadając raniła jednego z urzędników. Zabobonni komisarze, widząc w tym "interwencję Boboli", pospiesznie opuścili kaplicę. Pozostawiono ciało w spokoju aż do rewolucji. W czasach sowieckich kilkakrotne próby zbeszczeszczenia relikwii zostały udaremnione zdecydowaną postawą społeczeństwa. Dopiero 23 czerwca 1922 roku kościół otoczyło wojsko. Zjawili się wysłańcy Kremla. Po otwarciu trumny ciało obnażono i rzucono nim o posadzkę. Ku osłupieniu obecnych, zwłoki nie rozsypały się. Spisano protokół o ich stanie, stwierdzając, że trup zawdzięcza swoje dobre zachowanie właściwościom ziemi, w której się znajdował. Po tym antyhumanitarnym akcie profanacji pozostawiono relikwie w spokoju, ale nie na długo. 20 lipca wtargnęli do kościoła "bojcy" i maltretując parafian broniących dostępu do trumny, wywieźli ciało do Moskwy, umieszczając je w gmachu Higienicznej Wystawy Ludowego Komisariatu Zdrowia.
    O zwrot relikwii wszczął bezskuteczne starania Rząd Polski. Według świadectwa Piusa XI wcześniej już Józef Piłsudski planował szarżę na Połock, by odebrać trumnę z ciałem Błogosławionego, ale zewnętrzne okoliczności udaremniły zamiar.
    Gdy Związek Radziecki dotknęła klęska głodowa, w roku 1922 ginącemu narodowi z wydajną pomocą pospieszył Pius XI. Wówczas Rząd Sowiecki - wobec zasług Papieskiej Komisji Ratowniczej - przychylnie załatwił prośbę Ojca Swiętego o wydanie relikwii. 21 września 1923 r. dwaj przedstawiciele wspomnianej Komisji, jezuici: Edmund Walsh i Leonard Gallagher, w towarzystwie podsekretarza stanu Komisariatu Spraw Zagranicznych i trzech członków Czerezwyczajki, udali się do budynku Higienicznej Wystawy, gdzie wskazano im trumnę ze zwłokami Boboli. Rząd Sowiecki nie życzył sobie, aby ciało powieziono przez Polskę, uzgodniono więc drogę przez Odessę i Konstantynopol. 25 września zażądano od Walsha, aby do protokółu odbiorczego dołączył zobowiązanie, że ciało pozostanie w Rzymie i nie będzie nikomu przekazane. Warunku tego ks. Walsh nie przyjął.
    Do Wiecznego Miasta relikwie przybyły w uroczystość Wszystkich Świętych. Złożono je w bazylice św. Piotra na Watykanie, a w maju 1924 r. papież przekazał ciało jezuickiemu kościołowi del Gesu. Po kanonizacji w 1938 r. relikwie przez Jugosławię, Węgry i Czechosłowację dotarły do Polski. Tutaj w triumfalnym pochodzie powieziono je najpierw do Czechowic, później do Oświęcimia, Krakowa, Katowic, Poznania i Łodzi, aż wreszcie trumna stanęła w Warszawie. Wszędzie witano ją z entuzjazmem, czego dowodem jest zachowana kronika filmowa. W stolicy odbyło się specjalne nabożeństwo na placu Zamkowym, następnie trumnę wystawiono w świętojańskiej katedrze. Prezydent Ignacy Mościcki, jako wotum złożył na trumnie swój Krzyż Niepodległości.
    Po uroczystościach powitalnych relikwie spoczęły w kaplicy Jezuitów przy ul. Rakowieckiej, gdzie miały czekać na wybudowanie specjalnego sanktuarium. Tymczasem wybuchła wojna. We wrześniu 1939 r., podczas oblężenia Warszawy, gdy Niemcy nacierali na Mokotów, lotnicy polscy wynieśli nasz skarb narodowy na Stare Miasto i złożyli u stóp NMP Łaskawej w kościele Jezuitów. Tutaj w latach okupacji krzepili swoje serca uciemiężeni Polacy. W czasie powstania warszawskiego, gdy płonęła ulica Świętojańska, relikwie przeniesiono do kościoła św. Jacka umieszczając je w podziemiach. Zawalone gruzem przeleżały do lutego 1945 r. Po upadku powstania o trumnę z relikwiami dopytywali się Niemcy. Na szczęście nie dowiedzieli się o miejscu, gdzie ją zabezpieczono. Gdy Warszawa została wyzwolona, odkopano trumnę i przy pomocy wojska polskiego przewieziono z powrotem na ul. Rakowiecką.

    Dodane przez admin dnia styczeń 15 2009 09:03:22 0 Komentarzy - 2248 Czytań - Drukuj
    ...Komentarze...
    Brak komentarzy.
    ...Dodaj komentarz...
    Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
    ...Oceny...
    Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

    Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

    Brak ocen.
    ...Logowanie...
    Nazwa Użytkownika

    Hasło



    Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
    Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

    Zapomniane hasło?
    Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
    ...Radio Alex...
    Kliknij i słuchaj
    ...Centrum mięsne P.P.H.U "Biela" Stanisław Biela...
    ..."SPLIT-2" s.c A.Kwak , P.Oskwarek Rogoźnik...
    Split
    ...Producent odzieży skórzanej i kożuchów -BUKOWSCY...
    Split
    ...Bryjax...
    Bryjax
    ...Ostatnio online...
    admin 5 days
    mitch70 weeks
    kazimierz ku...155 weeks
    Melvinea208 weeks
    NathanSop222 weeks
    kazimierz panek227 weeks
    mlnaedos230 weeks
    AKwzor47245 weeks
    Tadek Tylka291 weeks
    ef308 weeks
    ...Online...
    Gości Online: 1
    Brak Użytkowników Online

    Zarejestrowanch Uzytkowników: 229
    Nieaktywowany Użytkownik: 878
    Najnowszy Użytkownik: aapedhak
    ...Gmina Nowy Targ...
    ...turystyka gminy Nowy Targ...
    Jawor
    ...ZIP Małopolski Fundusz Zdrowia...
    Biela
    ...e-mpzp...
    Tu podaj tekst alternatywny
    ...OBYWATEL.GOV.PL...
    Biela
    ...Dokumenty zastrzeżone...
    Biela
    ...Mapa turystyczna...
    Biela
    ...Sprawdź jakość powietrza...
    Biela
    ...Ścieżka rowerowa ...
    Biela


    Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie